Publicystyka

Państwo prawa?

 Autor: Roman Spandowski

Według ciągle jeszcze formalnie obowiązującej konstytucji (zdaję sobie sprawę,  jak kretyńsko to brzmi)  Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawa realizującym zadania sprawiedliwości społecznej. O ile dwa pierwsze człony tej triady są dość drobiazgowo sformułowane, a tym samym wystarczająco dookreślone, to trzeci człon jest faktycznie mgłą pojęciową – która zapewne może całkiem nieźle funkcjonować w dojrzałych społeczeństwach obywatelskich (bo tam nie zwerbalizowane przepisy są ważne, ale społeczna zgoda na tzw. ducha praw), lecz w społeczeństwach niedojrzałych w tym względzie to hulaj dusza dla wszystkich szamanów ustrojowych – populistów (choć można tu użyć dosadniejszych terminów). Bo zasad sprawiedliwości społecznej nie da się nawet w przybliżeniu sformułować językiem naukowym, jako że to dziedzina ideologii – mającej się do nauki podobnie jak teologia, czyli nijak. By zakończyć ten wątek teoretyczny – im więcej w deklaracjach rządzących ideologicznych haseł, tym mniej tam możliwości sprawnego dyskursu o pryncypiach.

 

Demokracja, nawet nowoczesna rodziła się długo. Zaoszczędźmy sobie szczegółów. Ostateczny kształt (przynajmniej na razie) przybrała po II wojnie światowej, naturalnie po tamtej stronie żelaznej kurtyny. My po tej stronie, taplając się w nędzy państwa sprawiedliwości społecznej (ale coś z tej nędzy zostało jednak uwzględnione – niech każdy prawdziwy Polak to przyzna), mogliśmy tylko zazdrościć, choć nasza ówczesna wizja Zachodu była mocno idealizująca. Ale i bez tej idealizacji atrakcyjna nadzwyczaj. Może dlatego, że podszyta treściami lewicowymi (lud!), które od romantyzmu stały się naszym dziedzictwem kulturowym (mesjanizm!), wbrew gromkim deklaracjom współczesnej tzw. prawicy .

Wracamy więc do zasady sprawiedliwości społecznej, zwanej u nas również dziejową. Jeżeli na zachodzie Europy ruch rewindykacji socjalnych – choć kosztem ogólnoświatowej rewolucji społecznej – przyniósł ewidentne zyski tamtejszym warstwom upośledzonym, to wschodnia Europa (w tym Polska) pozostała tradycyjnie  na lodzie. Dla niej była tylko jedna przyszłość – albo złożyć hołd bolszewikom, albo obstawać w wierności absolutnie zmurszałym aksjomatom XIX-wiecznego nacjonalizmu. W międzywojennej Polsce próbowano realizować oba modele, zresztą z mizernym skutkiem. Nie zdołano zbudować ani względnie akceptowalnego dla wszystkich państwa Polaków, ani nie włączono do niego mniejszości narodowych, co się udało Niemcom. II wojna światowa obróciła to wszystko w gruzy.

Po wojnie, która przeorała wszystkie nasze społeczności, bezsens takich konfliktów stał się widoczny już wszystkim, przynajmniej na Zachodzie. Wschód nadal pozostawał w roli zawistnego obserwatora. Ale system rynkowo-demokratyczny przybierał na atrakcyjności. Co nie przeszkadzało karnawałowej Solidarności publicznie optować za społecznym współzarządzaniem czy Rzecząpospolitą Samorządną. Czy to był ukłon w stronę ówczesnej poprawności politycznej, czy świadoma opcja ideologiczna? Czy w ogóle taka alternatywa jest możliwa? A tym samym prawo, które ją sankcjonuje?

Od Oświecenia (dzięki ci, Europo, żeś się na coś takiego zdobyła) jest wiadomo, że państwo prawa można rozgrywać według dwóch zasad, które zapewne nieprzypadkowo są różnie rozgrywane różnie wśród krajów starej i nowej Europy. Pierwsza – co nie jest zakazane, jest dozwolone – to kraje oświeceniowej tradycji, druga – co nie jest dozwolone, to jest zakazane – to my. Dlatego nie przekonuje mnie konieczność obfitych przepisów zabezpieczających przed nawrotem praktyk antydemokratycznych. Każdy taki przepis da się obejść, co obserwujemy od trzech lat. Na powszechną zgodę na wszechobowiązujące ponad ideologiczne prawo nie ma co liczyć. Za krótka genetyka. Każdy model ustrojowy – państwowo-ustrojowy czy społeczny – rodził się przez setki lat w określonych warunkach zewnętrzno-wewnętrznych i nie da się zreplikować dokładnie w innych, np. skandynawski z jego plebejską kulturą w takim jak u nas  psudoprawnym bagnie.

Strasznie się różnimy od Zachodu. I to nie jest czkawka, która nam wkrótce  przejdzie. Ale pewne rzeczy możemy wziąć już teraz pod rozwagę.

My, ludzie KODu, powinniśmy chcieć powrotu do demokracji bez przymiotnikowej, czyli bez żadnych dokładniejszych określeń. Nie ma nic innego lepszego poza nią i mieliśmy już taką  przed trzema laty. Diabeł tkwi w przymiotnikach. Za czasów PRL był taki dowcip – czym się różni demokracja od demokracji ludowej? Tym – czym krzesło od krzesła elektrycznego. Demokracja jest jak na razie dokładnie opisana, a co jest poza tym, to mrzonki, zresztą szkodliwe – kłaniają się tu zasady sprawiedliwości społecznej. Tykając się ich, ładujemy się w utopie, co się już nieraz zdarzało  lewicowcom (a i prawicowcom – a jaka między nimi różnica?)

Wiem, że pośród krajów Zachodu systemy zarządzania są różne. Ale Monteskiuszkowszka zasada rozdziału poszczególnych trzech władz (+ czwarta, media) trwa tam niezmieniona. Tam, nie u nas. Po co to zmieniać?

Powinniśmy przedkładać rzeczową analizę zjawisk nad wishful thinking z wszystkimi tego konsekwencjami, również tymi nieprzyjemnymi. To realizm, nie pesymizm. Zresztą jest tylko jedna rzecz głupsza od pesymizmu, a jest nią optymizm. PiSowska Polska nie jest odosobnionym we współczesnym świecie wybrykiem, tylko się staje fragmentem globalnej całości. A to może oznaczać, że rozwiązanie problemów w tymże globalnym kryzysie tkwiących będzie też globalne. Dotąd wiązało się to zawsze z krwawym konfliktem. Teraz będzie inaczej? I czy poważne mówienie o tym to szkodliwy społecznie defetyzm?

Powinniśmy godzić się z perspektywą długiego czekania na sukces, ale zdaję sobie sprawę, że cierpliwość i determinacja pomimo braku doraźnych sukcesów nie należy do kanonu naszych narodowych cnót. W tragicznej końcówce powstania listopadowego sejm Królestwa Polskiego (na wniosek Joachima Lelewela – który notabene nie miał ani jednej kropli polskiej krwi) ustanowił order Gwiazdy Wytrwałości. Nigdy nie wszedł on do oficjalnego cursus honorum – ani wtedy, ani za II, ani za III RP. Praktyka nieefektownej (ale efektywnej)  pracy u podstaw zwyciężyła tylko w zaborze pruskim. Gdzie indziej zasadniczo takie sukcesy osiągaliśmy tylko przypadkiem. Cały przeszło stuletni okres niewoli przebiegł według zasady – co pokolenie, to powstanie, naturalnie przegrane (tj. pardon – które odniosło moralne zwycięstwo). A przecież wzorem Czechów mogliśmy ten czas spożytkować na bezkrwawą budowę nowoczesnej tkanki społecznej, a nie tworzenie chorej ideologii romantycznej (mesjanizm, niechęć do kapitalizmu i miast, martyrologiczny masochizm). Bylibyśmy teraz znacznie normalniejsi. I nie mielibyśmy problemów, co robić ze smętnym i do niczego nieprzydatnym bagażem przeszłości (bo wszak wiadomo, że jak się nie wie, co robić, to robi się głupstwa – przykładów tysiące wokół nas).

A na koniec już nie  „co powinniśmy”. Chodzi o doraźną taktykę naszych działań i obecność w niej tzw. mowy nienawiści. Wbrew zdaniu wielu moich bliskich nie uważam tego po naszej stronie za poważny problem, a już na pewno jakiekolwiek próby porównywania działań obu stron obecnego konfliktu będę stanowczo kontestował jako przykład karygodnego symetryzmu. To nie znaczy oczywiście, że wszystko u nas się mi podoba. Sprzeciw estetyczny budzi we mnie histeryczna przesada (np. u wojujących feministek), estetyczny i moralny zaś – podkradanie haseł u przeciwników, a niech i w najlepszej wierze. Nigdy nie będę więc krzyczał na demonstracjach „Tu jest Polska!” ani „Chwała bohaterom!”. Recenzowania PiSowskich posłów okrzykiem „Hańba!” też nie uwielbiam, ale traktowanie tego jako przykład mowy nienawiści uważam za wielkie nadużycie. Polityka wiecowa to nie salon, a poza tym – jestem przekonany – stronie pozbawianych podstawowych praw politycznych wolno więcej. Choćby z tego powodu, że ma znacznie mniej innych możliwości niż opresyjne państwo.

I to by było na tyle. Na razie.

Roman Spandowski

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Sobieskiego 35
87-100 Toruń
Dyżur Zarządu w  czwartki od 17.00 do 19.00

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 793 491 647 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info